Zobacz ¦l±sk!
 Zobacz ¦l±sk! > Mikołów > "Moje..." > MIKOŁOWSKI WYPADEK
"Mój Mikołów"
  • Mikołowski wypadek

  • Napisz o Mikołowie!
    Nie ważne czy mieszkasz w Mikołowie od urodzenia, czy życie przywiodło Cię tu niedawno, albo przeniosło st±d w inne, nawet bardzo odległe strony! Nie ważne jest czy Twoja rodzina jest rdzennie ¶l±ska lub spoza ¦l±ska! Nie ważne jest Twoje wyznanie, ani narodowo¶ć, ani wiek, ani czy masz jak±kolwiek wiedzę o historii miast! Je¶li tylko mieszkasz tutaj, albo jaka¶ cz±stka Ciebie uznaje to miejsce za swoje, podziel się swoj± histori±!!! Napisz o swoim mie¶cie lub dzielnicy, o swoim dzieciństwie i dorosło¶ci w Mikołowie!   więcej

    Mikołów w Z¦!
    I Ty pomóż w tworzeniu serwisu mikołowskiego w Zobacz ¦l±sk!

    Mikołowski wypadek
    Kornel Lichtenstein

    Słoneczny poranek był zapowiedzią kolejnego, udanego dnia wakacji szkolnych spędzonych w rodzinnym Mikołowie. Mama zostawiła mi na stole 5 złotych na śniadanie w barze mlecznym znajdującym wówczas się na rogu ulicy Krakowskiej i Kanałowej. Mówiąc szczerze, lubiłem tam chodzić na posiłki.

    Po śniadaniu pobiegłem w górę ul. Krakowskiej, gdzie kilkaset metrów wyżej miało swoją siedzibę Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągowe (dzisiaj siedziba jakiegoś Banku). Tam pracowała moja mama. Przy biurku mamy stał kierowca samochodu ciężarowego, który załatwiał jakieś tam formalności a, który już wielokrotnie zabierał mnie na przejażdżki służbową ciężarówką. Odchodząc od biurka, Pan kierowca i tym razem zaproponował mi towarzyszenie mu w charakterze "pomocnika" na trasie do Bytomia po towar i z powrotem. Po tym jak mama wyraziła zgodę byłem najszczęśliwszym dzieckiem na ziemi. Zapowiadała się piękna przygoda. Dumnie siedziałem na siedzeniu pomocnika prawdziwego samochodu ciężarowego marki "STAR-20" i przez dużą szybę szoferki podziwiałem otaczający nas i szybko pozostający w tyle świat. W Bytomiu pakę ciężarówki kompletnie wypełniono smołą w metalowych beczkach. Samochód był tak obciążony, że patrząc z boku odnosiło się wrażenie, że lada moment ciężarówkę przeważy do tyłu a szoferka stanie dębem.

    Tak czy owak, wczesnym popołudniem byliśmy znowu w Mikołowie i po "wdrapaniu" się na ciężarówki na ul. Krakowską Pan kierowca zaparkował samochód na małym parkingu znajdującym się między ulicą Krakowską i budynkiem Dyrekcji Przedsiębiorstwa. Przeładowana ciężarówka stała równolegle do ul. Krakowskiej kabiną w kierunku jazdy, na parkingu posiadającym ten sam spad co ul. Krakowska. Parking był zakończony murem budynku. Aby wyjechać z parkingu na ul. Krakowską trzeba najpierw wykonać skręt 90 stopni w lewo, przez chodnik i 90 stopni skręt w prawo na ul Krakowską w kierunku centrum. Pan kierowca wychodząc z samochodu do biura w celu podpisania faktur, pouczył mnie, abym tak jak zawsze, pozostał na swoim miejscu i niczego nie dotykał. Stało się jednak nie zupełnie tak. Wprawdzie niczego w samochodzie nie dotykałem, ale zaraz po wyjściu kierowcy prześlizgnąłem się po pokrywie silnika i usiadłem na siedzeniu kierowcy. Ująłem oburącz kierownicę, tak jak to robią prawdziwi kierowcy i po kilku sekundach, z chłopięcej fantazji stała się koszmarna rzeczywistość - żelazna, przeładowana bestia ruszyła. Nastąpił głuchy zgrzyt, drgnięcie i ciężarówka powoli zaczyna się toczyć. Mur budynku na końcu parkingu jest coraz bliżej, wykonuję kierownicą pełny skręt w lewo i zaraz to samo w prawo. Siedzę za kierownica ciężarowego samochodu nabierającego szybkości na pochyłej ul. Krakowskiej. Naciskam na pedały tak jak to robił Pan kierowca. Jeden pedał wchodzi lekko ale nic się nie dzieje, samochód przyspiesza. Drugi pedał naciskam ale ten jest sztywny nie potrafię go wcisnąć, ruszam drążkiem zakończonym plastikową, czarną kulką, drążek odbija i boleśnie uderza mnie w dłoń. Skrzyżowanie ulic Krakowskiej, Pszczyńskiej, Kanałowej coraz bliżej, ciężarówka pędzi. Od strony rynku jadą samochody, jazda na wprost równa się masakrze. Na samym skrzyżowaniu wykonuję lekki skręt w prawo w kierunku drzwi wejściowych baru mlecznego. Ciężarówka z ogromną szybkością wpada na chodnik, taranuje stojącą tam furmankę z zaprzęgiem, najeżdża ludzi zatrudnionych przy naprawie chodnika i potrąca małżeństwo, które w tej samej sekundzie wychodziło z baru. Nastąpił potężny wstrząs, huk, zgrzyt gniecionej blachy, jazgot kruszonego szkła i - cisza, bardzo bolesna cisza.

    Wbrew pozorom obyło się bez ofiar śmiertelnych i ciężko rannych. Większość poszkodowanych mogła po kilku dniach opuścić szpital. Osobiście, pomimo kompletnego zniszczenia kabiny samochodu nie wyniosłem z wypadku, po za bólem dłoni, nawet najmniejszego zadrapania.

    Miałem wtedy niespełna dziesięć lat. Mimo iż upłynęło od tego, pamiętnego dnia dokładnie pięćdziesiąt lat, doskonale pamiętam każdy szczegół, każdą sekundę, każdy centymetr przebytej drogi w pędzącej ciężarówce - tak jak by się to wydarzyło przed godziną. Szczegółowe opisanie tych kilku minut mojego życia zajęło by wiele stron papieru i może nawet było interesującą lekturą, ale to nie oto chodzi. Dzisiaj piszę o tym z zupełnie innego powodu. Otóż w moim przekonaniu ten wypadek nie był wypadkiem tylko zrządzeniem losu, a kto chce może ten zbieg wielu okoliczności określić przeznaczeniem. Nikt wtedy nie poją albo nie chciał pojąć co się tego dnia rzeczywiście stało. Nawet ja sam dopiero po kilku dniach uświadomiłem sobie sens tego zdarzenia. Dlatego też, ten list dedykuję ludziom, mam nadzieje żyjącym po dzień dzisiejszy w Mikołowie, którzy nie wiedzą o tym, że ten wypadek ciężarówki przed pięćdziesięciu laty wydarzył się aby oni mogli żyć.

    Wtedy świat ludzi dorosłych wyrządził mi wielką krzywdę. Nikt nie uwierzył w moje zeznania. Nikt nie chciał uwierzyć, że opisując moje zachowanie w kabinie zaparkowanej ciężarówki mówiłem prawdę. Byłem chłopcem grzecznym i zdyscyplinowanym. Kilka razy przedtem towarzyszyłem Panu kierowcy ciężarówki w podróżach i zawsze na postoju gdy kierowca wychodził z kabiny siedziałem na swoim miejscu. Wprawdzie tego dnia zachowałem się inaczej i zająłem miejsce za kierownicą, ale z całą stanowczością podkreślam, że nie dotykałem i nie ruszałem żadnych urządzeń, dźwigni i innych guzików oraz nie naciskałem na żadne pedały. W kilka sekund po tym jak siadłem na miejscu kierowcy ciężarówka samoczynnie zaczęła się toczyć.

    Wszystkie lokalne gazety pełne były zdjęć, reportaży i spekulacji do tyczących zaistniałego wypadku. W Mikołowie wskazywano na mnie palcem, określano mianem młodocianego pirata drogowego, który spuścił albo ukradł ciężarówkę. To piętno, szczególnie wśród pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów, do których należała ciężarówka nosiłem przez długi czas, aż do momentu, kiedy to przypadek, zrządzenie losu albo jak kto woli przeznaczenie udowodniło, że wtedy mówiłem prawdę.

    Minęło kilka lat. Dyrekcja Przedsiębiorstwa zorganizowała wyjazd do Katowic na inaugurację filmu "Krzyżacy". Wraz z rodzicami udałem się pod budynek Dyrekcji Przedsiębiorstwa, gdzie była zbiórka uczestników wycieczki. Gdy dotarliśmy na parking przestraszyłem się. Identyczne w tym samym miejscu jak przed laty stoi zaparkowana ta sama żelazna bestia, która uprowadziła mnie w dół ul. Krakowskiej. Ciężarówka była po remoncie. Miała nową kabinę a skrzynia bagażowa obudowana była plandeką z ławkami do przewozu osób. Na tylnej burcie zwieszona była metalowa drabinka umożliwiająca wejście na ciężarówkę. Większość uczestników wyjazdu do kina stała już przy tylnej burcie w oczekiwaniu na sygnał do wsiadania. Moje pojawienie się na parkingu wzbudziło wśród zebranych ponurą sensację. Wszystkie oczy skierowane były w moim kierunku a kilku z tych mądrzejszych zaczęło rzucać hasła typu: "uwaga przyszedł pirat drogowy" albo "trzymajcie go daleko od auta bo znowu!" itd. Po kilku minutach zebrani zaczęli zajmować miejsca na pace ciężarówki. Kolejno jeden po drugim wchodzili po drabince na samochód. Jak już połowa zajęła miejsce - samochód rusza - po prostu jedzie sam, problem w tym, że kierowca stoi przy drabince, a samochód jedzie. Powstała panika, ludzie wyskakują na łeb i szyję, kierowca rozpaczliwym sprintem biegnie obok samodzielnie toczącego się samochodu w pogoni za uciekającą mu szoferką, w biegu otwiera drzwi, wskakuje do kabiny i dramatycznym naciskiem na pedał hamulca zatrzymuje ciężarówkę tuż przed murem budynku na końcu parkingu. Między murem a zderzakiem STAR-20 z trudem zmieściła się dłoń. Początkowo wszyscy byli w szoku i zajęci samymi sobą. Później skojarzono to zajście z moją osobą i wypadkiem z przed kilku lat. Zaczęły się dyskusje, analizy porównania. Wyszło na jaw, że mówiłem prawdę, wyszło na jaw, że kierowca parkując ciężarówkę nie miał zwyczaju zaciągać ręcznego hamulca, tylko zostawiał samochód na biegu - nawet przy znacznej pochyłości terenu. Wyszło na jaw, że ten samochód miał wtedy i teraz tą samą wadliwą skrzynię biegów, wyszło na jaw wiele innych, dotychczas nie branych pod uwagę rzeczy. Nie pamiętam nazwiska tego Pana ale on był kimś ważnym w Dyrekcji Przedsiębiorstwa. Wiem tylko, że nie miał prawej ręki. Właśnie ten Pan kilkanaście minut po "powtórnej ucieczce" samochodu podszedł do mnie, położył zdrową rękę na moim ramieniu, spojrzał na stojący tuż przy murze samochód, poczym patrząc mi w oczy powiedział: "ja wiem dlaczego wtedy wyprowadziłeś samochód na ul. Krakowską". Nie byłem już dzieckiem, mimo to, nie mogłem powstrzymać płaczu, takiego miłego, szczęśliwego płaczu, płaczu, który zakończył mój koszmar. Przez cały ten czas po wypadku byłem przekonany, że pomimo dochodzenia, robienia odbitek śladów opon, przesłuchiwania licznych świadków wypadku oraz zrobienia setek zdjęć, tak z miejsca wypadku jak i w miejscu zaparkowania ciężarówki nikt nie zauważył pewnego ważnego szczegółu, mianowicie, pod murem na końcu parkingu były wysypane dwie furmanki piasku. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że w tym dniu na piasku bawiło się czworo, pięcioro a może sześcioro dzieci. Ponieważ dzieci bawiły się na wierzchołku wysypanego piasku, to ich tułowia znajdowały się dokładnie na wysokości zderzaka ciężarówki.

    Opisem jednego dnia mojego dzieciństwa w Mikołowie pragnę uzmysłowić kilku mieszkańcom z ul. Krakowskiej, że będąc dziećmi płomień świeczki ich życia był bliski zgaśnięciu. Ja wprawdzie w stojącej na biegu przeładowanej ciężarówce zająłem miejsce kierowcy, ale to nie była moja wola. Ja wprawdzie wyprowadziłem samochód na ul. Krakowską ale to też nie była moja, świadoma wola.

    Kornel Lichtenstein
    ¦l±skiemiastawZ¦! >dolno¶l.:Bystrzyca|Kłodzko|Wrocław|Z±bkowice >górno¶l.:Bytom Bielsko-Biała | Cieszyn | Chorzów | Czeski Cieszyn | Gliwice | Jastrzębie-Zdrój | Karwina Katowice | Mikołów | Mysłowice| Opawa | Opole | Ostrawa | Piekary | Pszczyna | Racibórz Ruda | Rybnik| Siemianowice | ¦więtochłowice | Tarnowskie Góry | Tychy | Wodzisław Zabrze | Żory  >wsie: Lasowice
    Zobacz ¦l±sk!>

    Polecamy
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • ¦l±sk Wrocław
  • Autostrada A4
  • Tramwaje ¦l±skie
  • Trafiamy Celniej


  • Informator regionalny województwa ¶l±skiego

    © Copyright by Zobacz ¦l±sk 05-08
    O serwisie | Regulamin | Współpraca | Kontakt                           Reklama | Strony WWW | Poligrafia